czwartek, 31 marca 2011
Gra w niebieski

Musze o tym napisać, bo nie wiem czy to moje skrzywienie czy smutnej Zosi,

Jeżeli ktoś to czyta to proszę o opinię która z nas ma nasrane w głowie.

 

Smutna Zosia zaszła w ciąże.

Hip Hip Hurra! Wszyscy się cieszą, włącznie ze mną bo i ja na tym skorzystam i jest to ciąża w okresie który mi akurat pasuje (chociaż nie powiem, mogłaby być nawet wcześniej)

Ale co tam,

Zosia w skowronkach i obrasta tłuszczem (a tak schudła przed zajściem)

 

W skrócie Zosia ma fioła na punkcie rzeczy papierniczych: mazaczków, kolorowych karteczek, długopisów.

Co lepsze rzeczy, kitra po szufladach, żeby nikt przypadkiem jej tego nie podebrał.

Co przychodzi do mnie do pokoju, otwiera szafę w nadziei, że coś może ciekawego KOLOROWEGO zamówiłam.

 

Dziś dzwoni i mówi że potrzebuje segregatorów, niebieskich bo chce mieć cały rok w tym kolorze (ok. to rozumiem, łatwiejsze jest rozróżnienie)

Ale.

Dokładnie taki sam odcień jaki jest na tym segegatorze, bo jedne już ma niebieskie, ale one są jaśniejsze.Owszem one jej się podobają , ale są jaśniejsze

 

(ale wciąż niebieskie!! Hellloł!!)

 

-okej...mówię – zobacz tu mam jeden który jest ciemniejszy.

Przykłada i mówi: no ale widzisz, ten odcień trochę się różni.

Ciężko było mi opanować zdziwinie i skrzywienie na twarzy. WTF???

 

Widać że i ją to poirytowało lekko, bo mówi:

-         ale nie śmiej się ze mnie, dla mnie to ma duże znaczenie...

 

Ciąża, hormony? czy może daltonizm?

czwartek, 04 listopada 2010
Gra w kolory part. 2
Okazuje się że kopciuch który zostal ze starej kadry po meduzie i smoczycy, kontynuujue grę w kolory.

Tym razem założyłam jebitne niebieskie rajstopki, co nie uszło uwagi kopciucha i małego przystojniaczka który akurat przebywał u nich w pokoju.

-OO Marysia masz turkusowe rajstopy – rzecze kopciuch
-    nie są turkusowe, sa NIEBIESKIE
-    turkusowe, pokaż marysia turkusowe rajstopki – wtóruje przystojniaczek
-    ja jestem za niebieskimi – popiera mnie słodka zosia
-    własnie! Niebieskie są! – odpowiadam
-    ooo patrz, jaka marysia zrobiła się czerwona pod kolor bluzki, hihih – dowcipkuje kopciuch.
Może i wcale nie byłam czerwona pod kolor bluzki, ale w momencie jak  to powiedziała, poczułam że czerwienieję ze złości.

Po bezsensowej grze w kolory
 wychodzę z pokoju wariatów
-    nie daj sobie wmówić, że to turkusowy – podpowiada czesia, która  przechodząc, usłyszała rozmowę – to jest niebieskie.
-    Niebieski prawda?  Bo turkus to taki z domieszką fioletu....
-    Fioletu?? No co ty, zielonego przecież
aa...dobrze że tam się nie wymądrzałam  o różnicy kolorów.

Mijają godziny a ja znowu z tym samym idę do pokoju wariatów i niech to szlag, przystojniaczek znowu tam jest, czyżby polubił towarzystwo tych kwok?

-    Marysia, pokaż  turkusowe rajstopki! – oddzywa się zza niszczarki przystojniaczek
-    Nie pokaże ci, bo nie mam turkusowych rajstopek! A turkus to jest niebieski z domieszką zielonego, o!
-    No dla mnie to niebieski – odzywa się smutna zosia
-    Dobra, dobra, niech będzie ci ten niebieski—przytakuje przystojniaszek
-    No tobie to jeszcze mogę wybaczyć – zwracam się do przystojniaczka, wszak jest niczego winnym facetem, który zna podstawowe kolory – ale ty kopciuch??

Wraz z zamykającymi się drzwiami, widziałam skrzywioną minę kopciucha – a masz jeszcze mój środkowy palec za drzwiami.
Niebieski wygrał.

środa, 21 lipca 2010
to jednak miłość
Ojciec Dyrektor wrócił z wakacji, a wraz z jego powrotem, powróciły moje wątpliwości czy aby na pewno nadal mnie chce.

"Dzień dobry!" witam go radośnie, na co on wstaje zza biurka i całuje mnie w dłoń. Po czym podnosi głowę i mówi: "o"

Tyle zdołał z siebie wydobyć na mój widok. I nie skomentował nic.
Nie komentował przez cały tydzień ani nie patrzył na mnie.

Dałam mu herbatę i żujkę hinduską na otarcie łez, ale nadal unikał mojego wzroku.

Kryzys na szczęście minął po tygodniu, gdy przyjechali goście z zachodu, którzy są bardziej otwarci na różne dziwactwa w pracy i o dziwo.
Ojciec Dyrektor przemówił do mnie patrząc mi prosto w oczy.
"I jak tam było na wakacjach?"

Kryzys zażegnany. Jednak mnie kocha.
czwartek, 10 czerwca 2010
szparka wróciła!
Marysia sierotka tym razem już z dredami, wróciła na łono firmy po 4 miechach przerwy. Obiecuje też częściej tutaj zaglądać, chociaż nie wiem, czy ktoś tu jeszcze zagląda. Ale...czasami gdzieś się wyżyć trzeba.

PO 4 miechach podróżowania i 4 miechach nieobecności w pracy, trochę się  tu pozmieniało. Nie zmieniło się natomiast moje stanowisko, szparką jestem i szparką zostanę i chuj.

Załatwiłam sobie zastępczynie, myślałam że podbije serce Ojca Dyrektora a mnie posadzi wraz z smutnymi paniami z ksiegowości. Nic z tego, pomimo usilnych starań moich, zastępczyni i żadnej interwencji od smutnej i słodko pierdzącej Zosi, Ojciec Dyrektor powiedział krótko: NIe i chuj.

Cóż, zobaczymy czy po ujrzeniu mojego nowego image'u, miłość okażę się ślepa.

Zmiany?
Ojciec dyrektor wciąż ten sam, tylko wąż mu rośnie.
Smoczyca odeszła na drugi koniec Polski, a po niej nikt nie tęskni, nawet Czesia, która tylko z jej biurka sprzątała.

Smutna Zosia zajęła jej miejsce i uważa ze roboty ma dość. Faktycznie - co wchodzę, to albo jedzą z kopciuchem wiecznie suche chlebki dla konia albo gadają albo Onet.pl albo Mahjong, albo nikogo nie ma....

aaa..wolę już nie wymieniać bo mnie szlag jasny trafi.
One pierdzą w stołek a ja muszę udawać że w niego nie pierdzę.

Doszło trochę inteligencji w męskim wydaniu i trochę nieinteligencji w damskim wydaniu.
Ciśnienie na hali spadło,dzięki czemu nie czuję się jak agentka Starling wchodząca do celi więziennej Hanibala Lectera.



wtorek, 29 września 2009
kropka i ch*j

Różne są sposoby rozliczania się z czasu pracy: karty w tych bardziej nowoczesnych, wpisywanie godzin na listę u tych mniej nowoczesnych.

U nas jest metoda archaiczna - czyli wpisywanie się na liste. Została wprowadzona odkąd Ojciec Dyrektor przejął dowodzenie w naszej firmie. Liczy się praca - 8 godzin, od 8-16.

Gdy przyjdziesz wczesniej - twoj problem.

Spróbuj przyjśc później: siedzisz równe 8 godzin.od 8.05 do 16.05.

Dziś na naszej liście obecności pojawiły się KROPKI.

Nie u wszystkich ale u niektórych osób a u mnie najgęściej w miejscach gdzie było napisane 8.05 jest kropka. (8.02 to dopuszczalna godzina).

Kropki okazały sie tylko ostrzeżeniem.

Ojciec Dyrektor czuwa.

środa, 05 sierpnia 2009
Ojciec dyrektor wraca

Tym razem smokowi nie mam nic do zarzucenia, walczy dzielnie jak lew o nasze premie, syczy jak smok gdy coś jest nie tak. 

Na głównego bohatera wyznaczam ojca dyrektora.

Kryzys na świecie, kryzys w polsce, kryzys w firmie, jest zawsze dobrą wymówką żeby  na czymś przyciąć.

Zaczęło się od mleka, którego juz nie ma,

na tłusty czwartek nie pojawiły się pączki

a na wielkanoc zabrakło też ciasta i życzeń.

Nie będziemy i my zachłanne: co 2 lata robiłyśmy sztuk pięć, piersi dziesieć badania mammograficzne. Koszt jednego to ok 60 zł. Na koszt firmy. Tym razem żeby nie naciągać i nie przeginać (w końcu kryzys mamy) uznałyśmy że zapłacimy same. Potrzebne nam było tlyko błogosławieństwa Ojca żeby puścił nas 3 godziny wcześniej.

Ojciec zrobił dziwną minę i puścił. Ale pod warunkiem że odpracujemy to.

poniedziałek, 12 stycznia 2009
tępota pazurków

dżizas! ile można obcinać paznokcie?!?

a ile można słuchać jak ktoś obcina?

charakterystyczne 'pstryk, pstryk' slyszę już od 10 min. za ścianą.

czy Ojciec Dyrektor rozpoczął też obcinanie paznokci u nóg?

Boje się tam zajrzeć zeby nie dostac paznokciem po oczach.

wtorek, 23 grudnia 2008
NO to tak świątecznie!

A jak! Święta się zbliżają, wigilia też, czas na wigilię pracowniczą.

Ciekawa jestem jak to wygląda w innych firmach. Ja tylko słyszę o spotkaniu w jakimś lokalu, sutej kolacji, flaszki na stołach.

A u nas?

Od paru lat wygląda to mniej więcej tak:

Liczba uczestników: ok 50

Danie główne: Ciasta z tesco

Dodatek: Kawa plus herbata a nawet cukier.

Miejsce: Jadalnia

Czas: ok. 30 min.

Przemówienie jaki to był rok, dziękowanie za wylewane poty, na trzy - cztery chwytamy opłatek i  jemy.

Wesołych Świąt!!

środa, 10 grudnia 2008
złote wizytówki

Okazało sie że nawet wizytówki są na wagę złota.

Ojciec dyrektor sam sobie je drukuje ma swój papier i kolorowy tusz.

Wydzielił mi ostanio dwie i mówi: tylko niech pani ich nie rozdaje, niech sobie ktoś najwyżej spisze dane.

piątek, 21 listopada 2008
złota karta makro

Jest sobie taki duuuży sklep co się nazywa makro. Makro słynie z tego że można tam wejść jedynie jak się posiada specjalną kartę. Kartę tę otrzymuje ten kto ma firmę. Nasza firma krzak rzecz jasna też posiada takową kartę.

A co karta daje? ano to że można tam wejść i ułatwia wystawianie faktur zapewne.

W makro zakupy robimy często też. CZASAMI jak komuś strasznie zależy to przychodzi do mnie i pyta się czy może pożyczć kartę do makro - wiadomo zwykły śmiertlenik nie wejdzie tam bez niej, a w makro można taniej coś zakupić.

zaznaczyłam CZASAMI ponieważ ojciec dyrektor wyraża niechęć do pożyczania owej karty.

Raz przychodzi do mnie jeden chłopaczek. Chce pożyczyć kartę do jutra.

"Okej"mówię, "ide się zapytać" bo przecież karta makro jest zrobiona ze złota i można niewiadomo jakie przekręty na nią robić.

Idę do Ojca Dyrektora: można pożczyć kartę pracownikowi?

- a któż to? - pyta O.D.

- a taki tam jeden, podwładny tego i tego. (czyli koleś nie jest robolem czysto fizycznym z hali ale powiedzmy takim pół na pół)

- aha - duma O.D. - dobrze, ale jutro ma oddać.

No to młody zaszalał pewnie w makro, zazstanawiam się jak można wykorzystać tą kartę,jakie przekręty można narobić że pożyczana jest z takim trudem.

Chyba żadnych.

Uwaga na roboli! Oni pewnie by ją zjedli

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5